|

 Nie daj się poniżać! Razem przeciwko zniesławianiu osób homoseksualnych
| |
| W miłości wszystkie środki są dobre, prócz tych, które prowadzą prosto do celu.
Tadeusz Breza
| |
|  |  |  |
| Ich bin ein Berliner
Caviardage
On z pochodzenia Niemiec z niemieckim nazwiskiem… Obywatel świata mieszkający w Polsce. Myślę o nim: wyzwolony, swobodny. Z trzema dziesiątkami lat na karku i byłym mężem z tego karku zrzuconym – wszystko zgodnie z literą prawa nie-polskiego. On prawie jak z żurnala, jak z portalu, na którym mógłby napisać: męski, nieprzegięty, dyskretny, spoza środowiska. "Prawie" to wielka różnica. Różnica niemalże o zasięgu terytorialnym, bo choć Europa, Panie, Europa i wszystko się zmienia, wszystko idzie ku lepszemu, to jednak tutaj jest tutaj. Warszawa nie Berlin… Amsterdam, Praga... On z pochodzenia Niemiec z niemieckim nazwiskiem, a wychodzi z niego typowo polski zaścianek.
Mówię mu o swoim żalu z powodu niebycia tam, gdzie powinienem. Na ulicach transparenty, tęczowe flagi i walka o związki partnerskie… a ja stoję w Urzędzie Stanu Cywilnego i patrzę na ślub, gdzie ona i on mówią sobie Tak. Ironia losu? Wcześniej nie czułem potrzeby wyjścia na ulicę i dawania świadectwa własnego istnienia. Tym razem… inaczej. Tutaj, gdy oni mówili sobie Tak, zgodnie z polskim prawem… czułem wstyd; czułem, że jestem nie tu, gdzie powinienem. Potem muszę spojrzeć znajomym w twarz, powiedzieć zwykłe: Dziękuję, że byliście tam w moim imieniu.
Myśląc o nim, że taki wyzwolony, taki swobodny. Myśląc, że i on tam był, mówię mu: Dziękuję.
A on nie. On nie czuje potrzeby… Żyje jak chce, gdzie chce i nie mówi o sobie per pedał… ekhm… przepraszam: gej. Pieprzy się w domu – jak z jednego homofobicznego sloganu [pewnie jak prawdziwy Polak przy zgaszonym świetle – pomyślałem]. Nie musi wychodzić na ulicę i krzyczeć o prawie do wolności – w końcu jest wolny. Może przekroczyć granice w Świecku i już ma Prawo. Już miał męża; teraz nie szuka, więc i po co zabiegać o To wszystko? Poza tym, to jest postacią poniekąd znaną w pewnym środowisku i nie chce dawać swojej twarzy. [Tak jak daje dupy]. Jeszcze ktoś go rozpozna. To i tak bez sensu, bez przyszłości, bez perspektyw. Na wakacje pojedzie do Hiszpanii i tam będzie się obłapiał na ulicy z jakimś śniadym obcokrajowcem. Tutaj nie wolno, tutaj jest Polska. Dziękuję mu? Za co? Przecież to całkowicie bez sensu to całe chodzenie i pokrzykiwanie. A w ogóle to padał deszcz i mu się nie chciało. Był w domu i oglądał relację w telewizji w czasie reklam swojego ulubionego serialu amerykańskiego. Tam jest dopiero życie. Pewnie i tak niedługo stąd wyemigruje… już czekają na niego okładki kolorowych magazynów w krajach Europy Zachodniej… Telewizja i blask fleszy.
Patrzyłem w przestrzeń… milczałem. Nie umiałem znaleźć argumentów na głupotę. Gdy skończył swój monolog, mogłem powiedzieć tylko jedno:
Spierdalaj stąd. Z tego kraju, gdzie ja chcę tworzyć coś lepszego. Tutaj. Podczas gdy On szuka siebie gdzie indziej, będąc niestety cały czas z sobą.
Caviardage – rocznik ’85, wieczny student, blogger i fotoamator. Z zawodu niespełniony książkofil i pisarz przed debiutem. Od niedawna członek Stowarzyszenia Lambda Warszawa.
dodano: 04-01-2010 (1011 odsłon, komentarze: 16)
| |
| |
| Wynik głosowania: 4.2 Głosów: 5

| |
|
|
Re: Ich bin ein Berliner przez cris dodano: 04-01-2010 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | | Dobra, mały eksperyment Zadra, ręka w górę, kto z was opublikawałby tekst pod nazwiskiem i imieniem, a na dodatek opatrzyłby wyraźnym zdjęciem twarzy. Jestem ciekaw. |
| |
|
Re: Ich bin ein Berliner przez Krzysztof Zabłocki dodano: 04-01-2010 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | Myślę, że skoro "Ich bin ein Berliner", to z pewnością tekst opublikował ś.p. Prezydent John Fitzgerald Kennedy. Ale tak serio to Caviardage jest moim kumplem i wspaniałym facetem, więc sie go nie czepiajcie :-) A tekst jest, jak widac, fajny! Wyrazisty i gęsty styl. A wiecie, co znaczy pseudonim Caviardage? :-)
|
| |
|
Warschauer przez Krzysztof Zabłocki dodano: 04-01-2010 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | "to zajmie trochę czasu, ale uważam, ze pary gejów i lesbijek powinny być traktowane tak samo, jak pary heteroseksualne".
źródło: Inaczej 1/2002 (słowa zamieszczone też na homikach)
a wiecie, kto jest autorem tych słów? Były prezydent USA Gerald Ford (1913-2006), który pełnił urząd w latach 1974-76 i był desygnowany przez Richarda Nixona (jedyny prezydent USA, który nie został wybrany przez społeczeństwo). Został desygnowany przez Nixona po ustąpieniu wiceprezydenta Spiro Agnew, a po ustąpieniu samego Nixona zastąpił i jego.
Ford był republikaninem i konserwatystą - więc możemy żywic nadzieję, że u schyłku życia sędziwi bracia kaczorowie (jako zgrzybiali emeryci) tez cos podobnego powiedzą...
więc może Berliner stanie się kiedys dumnym Warschauerem - może politycznie i społecznie dojrzeje...
|
| |
|
Komentarz TROCHĘ do tekstu i do innych komentarzy, może przesadzony: przez krzsz1986@o2.pl dodano: 05-01-2010 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | | Nie każdy chce być wyoutowany. A nieujawnienie pociąga za sobą różne konsekwencje, m.in. wymienione w tekście. |
| |
|
Re: Ich bin ein Berliner przez cris dodano: 05-01-2010 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | | Krzysz... - ale to było przekorne względem Zadry, bo to nie o wyoutowanie chodzi, bo przecież jestesmy wyoutowani (tzn. niektorzy) we własnych środowiskach, w domu, czy pracy. Nie każdy chce być wyoutowany na skalę ogólnopolską i o to chodzi. Są teksty, gdzie nazwisko dodaje wiarygodności, ale nie każdy tekst tego wymaga. |
| |
|
Re: Ich bin ein Berliner przez Abiekt - Wojtek Szot dodano: 05-01-2010 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | "Spierdalaj stąd. Z tego kraju, gdzie ja chcę tworzyć coś lepszego. Tutaj. Podczas gdy On szuka siebie gdzie indziej, będąc niestety cały czas z sobą. "
Nie zgadzam się na takie stawianie sprawy. Faktycznie kiedyś tak myślałem, ale teraz jestem zdania, że nie możemy nikogo wyrzucać. Po prostu niech zamilkną i tyle.
Co do nazwiska - tu się zgodzę z komentarzami - w takim tekście, niby-aktywizującym, niby-walecznym, anonimowość wskazuje na to, że to żadna walka, żadna aktywizacja. Jak już ktoś publikuje pod pseudonimem to jego "waleczność" traci - dla mnie dużo. Mamy 2010 rok a niektóre z artykułów wyglądają jak wyjęte z "Filo". |
| |
|
Re: Ich bin ein Berliner przez bartek dodano: 05-01-2010 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | "Spierdalaj stąd. Z tego kraju, gdzie ja chcę tworzyć coś lepszego. Tutaj. Podczas gdy On szuka siebie gdzie indziej, będąc niestety cały czas z sobą. "
Nie zgadzam się na takie stawianie sprawy. Faktycznie kiedyś tak myślałem, ale teraz jestem zdania, że nie możemy nikogo wyrzucać. Po prostu niech zamilkną i tyle."
No pięknie, może jeszcze jakaś opaska na ramieniu, nie będzie im przeszkadzać, będą dziękować, że pozwoliłeś im zostać.
Fanatyzm jest jeszcze gorszy od hipokryzji.
Homiki.pl były kiedyś naprawdę fajnym portalem, czy dziś nie stać ich na nic innego niż banalne, krótkie teksty frustratów? |
| |
|
Re: Ich bin ein Berliner przez Kasia dodano: 05-01-2010 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | | Wszyscy jesteśmy oświeceni i walczący o prawa, ale.... każdy pod pseudonimem. Chyba więc to 'spierdalaj' każdy sobie powinien powiedzieć - autor tekstu w pierwszej kolejności. |
| |
|
Re: Ich bin ein Berliner przez KaFor dodano: 05-01-2010 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | Nie czas już na oglądanie się jedynie na innych.
Do przodu Polsko!!!
http://kobieta.wp.pl/kat,65524,title,Ustawa-o-zwiazkach-partnerskich,wid,11829078,wiadomosc.html |
| |
|